Jeśli nie macie pomysłu na majówkę czy inny weekendowy wypad, mamy dla Was propozycję: trekking na Pulpit Rock, czyli przed Wami opowieść, jak to nam fiordy z ręki jadły 🙂

Loty do Norwegii często można upolować w naprawdę dobrej cenie (osobiście polecamy wykupienie Wizz Discount Club – WDC, opłata szybko się zwraca przy zaledwie kilku lotach w ciągu roku). Z tego względu wyprawa na Preikestolen, bo o tym mowa, to opcja idealna pod względem finansowym jak i czasowym. W tym wpisie podpowiemy Wam jak to zrobić za naprawdę niewielkie pieniądze.

Lecimy zatem z Gdańska do Stavanger.

 

 

Ponieważ wylądowaliśmy dość późno, ok. 17 km od miasta, postanowiliśmy rozbić się niedaleko lotniska. Świetną miejscówką jest plaża Sola, dosłownie rzut kamieniem od portu lotniczego. Norwegia jest krajem niezwykle przyjaznym jeśli chodzi o spanie pod chmurką. Obowiązuje tam prawo do swobodnego korzystania z natury. Namiot możemy rozbijać praktycznie wszędzie, byle nie na prywatnym terenie i w odległości większej niż 150 m od lokalnej zabudowy. Sola wydaje się więc miejscem idealnym na spędzenie pierwszej nocy. Drugiego dnia z rana dostajemy się autostopem do Stavanger. Nie było to trudne, ponieważ ta opcja poruszania się po kraju jest bardzo popularna i super skuteczna 🙂 Głównym celem w miasteczku było znalezienie sklepu, w którym dostaniemy pasujący do naszego palnika kartusz. To zadanie było już o wiele trudniejsze 😉 Sam Stavanger jest stolicą norweskiego przemysłu naftowego. Spacerując po starej części miasta napotykamy drewniane domy z XVIII i XIX wieku. Warto dodać, że w 2008 r. Stavanger był Europejską Stolicą Kultury. Z ciekawostek – dla miłośników osobliwych miejsc, miasto oferuje do zwiedzania Muzeum Konserw 🙂

Nie tracąc zbyt wiele czasu w mieście przemieszczamy się dalej promem do Tau. Kursuje on co pół godziny. Szybka przeprawa i jeszcze szybsze dotarcie do punktu (zaledwie 14 km), skąd rozpocznie się nasz trekking na półkę skalną. Norwegowie, których poznajemy są niezwykle pomocni, nierzadko nadrabiają kilometry, aby nas podwieźć w konkretne miejsce. My za to odpłacamy im się najczęściej ciekawą rozmową i opowieściami o naszych podróżach 🙂

 

 

Preikestolen to jedna z najpopularniejszych atrakcji Norwegii. Klif, położony nad fiordem Lysefjord, ma 604 m wysokości. Przez Lonely Planet uznawany jest za najbardziej zapierającą dech w piersiach platformę widokową na świecie. Potwierdzamy! Ale od początku. Startujemy z parkingu obok budynku Norweskiego Towarzystwa Turystyki Górskiej. Mamy do przejścia niecałe 4 km. Od początku towarzyszy nam mnóstwo turystów. Szlak nie jest wymagający, po drodze mijamy też Norwegów, którzy z butelką wody dosłownie wbiegają na górę, aby po chwili z niej zbiec z powrotem, ot taka forma joggingu 🙂 My postanawiamy spędzić na półce noc, aby z rana móc podziwiać widoki z dala od turystycznego zgiełku. Niestety nie tylko my wpadliśmy na ten pomysł, oprócz nas na Preikestolen rozbiły się jeszcze dwa namioty 🙂

 

 

Jak się domyślacie widok z półki na fiord jest oszałamiający!!! Przez to niesamowite miejsce przewija się mnóstwo ludzi, ciężko o kadr bez turystów w tle 😉

 

 

Pogoda nam sprzyjała, więc na drugi dzień dość spontanicznie postanowiliśmy iść dalej, aby dotrzeć na Kjerag, gdzie główną atrakcją jest głaz wciśnięty między skałami na wysokości 1000 m. Aby to zrobić musieliśmy przejść wzdłuż fiordu do przystani Bratelli, złapać prom i dopłynąć do Lysebotn, skąd dalej można kierować się już na szczyt (trekking ok. 3 h). Pierwsza część planu poszła względnie ok. Po zejściu z Preikestolen odbiliśmy ze szlaku na Bratelli. Trasa już nie była tak dobrze oznaczona, nie spotkaliśmy też za wielu turystów. Nie mając mapy staraliśmy się iść na azymut. Po pięciu godzinach zobaczyliśmy w oddali małą przystań, po krótkim czasie zobaczyliśmy też odpływający z niej prom, któremu mogliśmy już tylko pomachać.

 

 

Niestety, był to ostatni prom płynący do Lysebotn tego dnia. Ponieważ czas nas gonił, musieliśmy uruchomić plan B. Postanowiliśmy złapać prom w drugą stronę, dopłynąć do Lauvvik, złapać stopa dokądkolwiek i zdecydować, co dalej. Wybór padł na Kvitsøy! Ale o tym w kolejnym poście 🙂

Podsumowując, jak już wspomnieliśmy, szlak na Preikestolen jest lekki i przyjemny. Wejście zajmuje ok. 2h, trasa jest bardzo dobrze oznaczona. Warto zaopatrzyć się w dobre buty, ponieważ zdarzają się podejścia po kamieniach, przy większej wilgotności bywa ślisko. Ponieważ wejście nie jest ani długie ani ciężkie, spokojnie można obejść się bez kijków trekkingowych. Pamiętajcie o wodzie i energetycznych przekąskach 🙂

Jeśli chodzi o koszty, bilet do Stavanger można kupić od 59,00 zł (39,00 zł z WDC). Jedzenie w Norwegii jest sporo droższe niż w Polsce, dlatego jadąc pod namiot zawsze bierzemy ze sobą nasze sprawdzone zestawy z Polski. Prom, którym płynęliśmy, to koszt 25 zł/os. w jedną stronę. Po lądzie poruszaliśmy się głównie stopem, jednak jeśli ktoś wolałby autobusem to koszty wyglądają następujaco: przejazd z lotniska do Stavanger – ok. 17 zł/os., z kolei autobus z Tau do punktu startowego na Preikestolen – ok. 90 zł/os. w jedną stronę.

Tak mniej więcej wygląda cenowo kilkudniowy wypad do Norwegii. Jak widać da się go zrobić „po taniości” 😉